Szczecin jak Bilbao
Maciej Cehak: - Niestety, nie wszyscy mieszkańcy Szczecina, a nawet wiekszość z nich nie orientuje się, czym jest studium uwarunkowań zagospodarowania przestrzennego, które w tej chwili mamy zamiar wysokiej radzie przedstawić do uchwalenia. Dlatego mam pretensję do "Głosu". Jest ono skojarzone z dokumentem wykonawczym, który od jutra spowoduje określone konsekwencje. Tymczasem ani one nie są do końca nazwane, ani tym bardziej jakiekolwiek terminy ich realizacji, jeśli kiedykowliwek do niej dojdzie, bo jest jeszcze jeden albo więcej kroków po drodze, który tak naprawdę będzie konstytuował pewne rozwiązania prawne. Na razie jest tak: rada miasta uchwaliła strategię rozwoju miasta. Powiedziano w niej, że należy tworzyć warunki dla rozwoju gospodarczego, poprawiać warunki mieszkaniowe, w dziedzinie ochrony środowiska i rozwiązań w kształtowaniu systemów zieleni tworzyć nowe parki itd.., itd. To wszystko są piękne sformułowania, bardzo ważne dla mieszkańców, radę miasta i prezydenta, ale aby realizować te przedsięwzięcia trzeba mieć na nie teren. Te przedsięwzięcia tam, gdzie jest miejsce, ale tam, gdzie są potrzebne. Dlatego trzeba prowadzić taką politykę przestrzenną, żeby po stwierdzeniu, jaka jest hierarchia ważności tych zadań, wytworzyć w tej przestrzeni pola, w zakresie jakich ten program zostanie zrealizowany. Więc nie studium decyduje, co ma się w mieście ma dziać, studium decyduje o tym, w jaki sposób to się może odbywaćw sensie przestrzennym. Każda działalność ma swó adres geograficzny - gdzieśmieszkamy, rodzimy, pracujemy, wypoczywamy itd. Po uchwaleniu studium, któe wskazuje kierunki na bazie istniejąych uwarunkowań i w ramach tych kierunków wskazujemy m. in. pewne przestrzenie, zajęte czy użytkowane w tej chwii jako ogordy działkowe jako przestrzenie, któe uważaa powinny zosta przekształcone w sensie funkcjnonalnym na róże cele w różym zakresie i oczywiście bez okreśenia w tej chwii daty. Ale po uchwaleniu studium, jeżeli do niego dojdzie w tej formie poszczególne obszary muszą zostać objęte planami miejscowymi. Dopiero ten plan, będący po chwaleniu prawem miejscowym, jest podstawą do pewnych rozstrzygnięć przestrzennych. Na podstawie planów wydaje się zezwolenia na budowę, wykonuje się podziały na nieruchomości itd. I tam realne inwestycje umieszczone są w wieloletnim planie inwestycyjnym. Potem będziemy rozstrzygali. Jest co prawda zapisane, że plan winien być zgodny ze studium, ale jest taka jednoznaczna i ostateczna. W tym studium jest zapisane, że jest to proces złożony, będzie rozłożony na wiele lat i można było się zainteresować zapisem w samym dokumencie, popatrzeć na mapę i wyciągnąć wnioski zbyt daleko moim zdaniem idące. Efekt uzyskaliśmy taki, że w panikę działkowców wprowadzono, podczas gdy nic nie jest powiedziane na pewno i wcale nie jest jeszcze zdecydowane.
Red.: - Ale tak czy owak część ogródków działkowych zostanie zlikwidowana wcześniej czy później. Tego działkowcy się boją i przeciw temu protestują.
Janusz Nekanda - Trepka: - Po pierwsze, jak mówił dyrektor, jst to procedura bardzo skomplikowana i i długotrawała, prawdopodobnie w więszkości tych terenów, które są przeznaczone na inne cele, nie dojdzie w najbliższym czasie, czyli nie my, ale nasi spadkobiercy będą się tym martwić. Już w latach 70. mamy w planach 74, 94 decyzję o przekształceniu działek na tereny zieleni publicznej. Do dzisiaj nie zostały zrealizowane. Choć plany na to pozwalały, ponieważ brakowało innych determinant, przede wszystkim pieniędzy. Miasto musi wybierać, które z decyzji przedsięwzięć publicznych wybierze i sfinansuje w pierwszej kolejności. Mamy do wyboru naprawę mostu czy budowę przeprawy, elementy nowych rozwiazań komunikacyjnych, to one zawsze wyprzedzą nowe parki. Tutaj jest problem, z którego my cały czas zdajemy sobie sprawę. My możemy zaplanować dowolną ilość terenów zielonych, natomiast czy miasto będzie je w stanie skonsumować, czy będzie mogło utrzymać te funkcje, to już zupełnie inna sprawa.
|